Nieco inna historia cywilizacji Bratkowski

Préparation du document




Projekt ok∏adki i opracowanie graficzne: Karolina Micha∏owska
Copyright by Stefan Bratkowski
Wydawnictwo serii „Biblioteka NowoczesnoÊci”
dzi´kuje Narodowemu Bankowi Polskiemu
za pomoc w wydaniu tej ksià˝ki.
ISBN 83-901815-7-6; wydanie I
Wydawnictwo: NowoczesnoÊç Spó∏ka z o.o.
00-443 Warszawa, ul. GórnoÊlàska 17/19 l. 85
Dzia∏ handl. tel./fax 629 45 99
e-mail: nowocz@wp.pl
Druk i sk∏ad: Drukarnia i Studio NAJ-COMP
04-506 Warszawa, ul. Minerska 1, tel. 812 70 39


OD AUTORA 5
OD AUTORA
D∏ugie, d∏ugie lata intrygowa∏o mnie, dlaczego pewien nurt dziejów naszej cywilizacji
szanujàca si´ historiografia europejska spycha na margines, by nie rzec – pomija. Pomija
zaÊ, bo najwyraêniej – nie lubi. Jakby to by∏o coÊ wstydliwego lub obcego, a ju˝ na pewno
– niewygodnego. Mocujàca rola obrotu pieni´˝nego i jego instytucji w rozwoju naszej
cywilizacji budzi∏a niech´ç wielu staro˝ytnych filozofów i odraz´ Êredniowiecznych pustelników;
nie mieÊci si´ i dzisiaj w obrazie tej cywilizacji, która chce równaç do uniesieƒ
ducha wielkich poetów, do sztuki Leonarda czy muzyki Bacha i Beethovena. Có˝ dopiero
mówiç o czymÊ tak przyziemnym jak handel, bez którego wprawdzie mo˝na zbudowaç
pierwociny cywilizacji, ale nie sposób zapewniç jej rozwoju.
Nie dziwi∏em si´ historykom polskim: przez dwieÊcie lat skupiaç musieli uwag´ na tradycji
dzielnoÊci, koniecznej dla obrony lub walki o niepodleg∏oÊç kraju, nie by∏o w niej
miejsca dla twórców gospodarki i bankierów. Jednak˝e historycy Italii z jej urzekajàcà,
wielowàtkowà historià miast-paƒstw Êredniowiecza, od˝egnujà si´ od niej, a nawet potrafià
nià pomiataç, o czym si´ tu przekonamy; „Enciclopedia Italiana”, najgrubsza i najobfitsza
informacyjnie po XIX-wiecznych francuskich Larousse’ach, poÊwi´ci∏a sporo miejsca
drugo- i trzeciorz´dnym pisarzom czy artystom, ale nie znajdziemy w niej wielkich
bankierskich rodów Florencji, Genui, Wenecji czy Sieny; chyba ˝e to byli poeci, wielcy politycy
lub co najmniej rodzice papie˝y. W historii Êwiata islamu, od którego nasza cywilizacja
uczy∏a si´ handlu, wyst´pujà tylko pisarze, uczeni, wojownicy, kalifowie i ludzie ich
dworów. W starej „Deutsche Allgemeine Biographie” bankierów nie ma tak˝e, choç to oni
budowali pot´g´ Niemiec ruszajàcych na podbój Êwiata. Co raz to nowe ksià˝ki o Rotszyldach
piszà autorzy, którzy ich zdecydowanie êle znoszà; dobrze jeszcze, jeÊli samych Rotszyldów,
a nie wszystkich ˚ydów, którym trudno wybaczyç talenty finansowe, przez naszà
cywilizacj´ wymuszone. Anglików boli ka˝dy W∏och i Szkot w historii ich pieniàdza; Francuzów
– anglosaska wy˝szoÊç w tej historii. Wspó∏czeÊni historycy francuscy ze szko∏y
„Annales” odnoszà si´ przynajmniej z szacunkiem do umiej´tnoÊci w tym zakresie, ale si´
nimi prawie nie interesujà; tak brudny i odpychajàcy temat nie kazi wi´c historii kultury
francuskiej.
Co tu du˝o mówiç – ka˝dy, kto choçby liznà∏ nieco historii filozofii, zdaje sobie spraw´,
jakie umys∏y filozofià si´ para∏y, jakie im zawdzi´czamy wzloty myÊli, jakà ekwilibrystyk´
s∏ów i poj´ç, jak misterne konstrukcje intelektualne, a˝ po karko∏omne ∏amaƒce
i spiralnà pokr´tnoÊç. Cz´sto zaÊ ci sami filozofowie nie potrafili zrozumieç, na czym polega
handel, nie mówiàc o kredycie...
W roku 1909 niezmo˝onej pracowitoÊci i olbrzymiej wiedzy uczony petersburski, Józef
Kuliszer, opublikowa∏ swà „Powszechnà histori´ gospodarczà Êredniowiecza i czasów
nowo˝ytnych”, wielkie, êród∏owe studium i przeglàd procesów zachodzàcych w gospodarce;
od tamtego czasu nie ukaza∏a si´ ˝adna wiarygodna i miarodajna, si´gajàca jego
poziomu, pe∏na historia gospodarki Êwiatowej, a to, co si´ ukaza∏o, zawiera ba∏amuctwa
czasem irytujàce. Ukazywa∏y si´, owszem, wnikliwe dzie∏a, poÊwi´cone ró˝nym epokom,
jak wspó∏czesna, êród∏owa praca Levy-Leboyera o roli banków europejskich w uprzemy-
6 NIECO INNA HISTORIA CYWILIZACJI
s∏owieniu Êwiata pierwszej po∏owy XIX wieku, czy Ludwika Wo∏owskiego XIX-wieczna,
francuska, o Banku Anglii, ale i to by∏y wyjàtki. Nie mog∏em wi´c ograniczyç si´ do popularyzacji
wiedzy ju˝ uzbieranej. Czasem, ˝eby zbudowaç jedno w tej ksià˝ce zdanie czysto
informacyjne, musia∏em z∏o˝yç dane z kilku êróde∏, wiadomoÊci dobrze jeÊli nie
sprzeczne ze sobà. I tak musia∏em byç zadowolony, mogàc zdobyç a˝ tyle, bo, jak si´ oka-
˝e, o najwi´kszych bohaterach moich opowieÊci czasem prawie nic nie wiadomo.
Ksià˝ka ta powsta∏a dzi´ki inicjatywie Andrzeja Gorzyma, który z poczàtkiem lat 90-
tych minionego ju˝ stulecia namówi∏ mnie, bym pisa∏ w odcinkach – raz na miesiàc – histori´
pieniàdza, banków i bankierów dla jego miesi´cznika „Wiedza i ˚ycie”. Ten wpó∏ zamar∏y,
marginesowy tytu∏, do którego przed laty pisywa∏em (poniewa˝ cenzura traktowa-
∏a go doÊç ∏agodnie), Andrzej Gorzym przetworzy∏ w atrakcyjne pismo popularno-naukowe;
wydawanie go przejà∏ m∏ody koncern prasowy, twór Andrzejowego przyjaciela z lat
studenckich, by∏ego astrofizyka, Mieczys∏awa Prószyƒskiego, zwanego w podziemiu lat
80-tych „Beamonem” – Beamon doszed∏, jak powiadano, do wniosku, ˝e ju˝ Nobla w fizyce
nie zrobi, zajà∏ si´ wi´c z grupà kolegów biznesem i do czasu by∏ wr´cz rewelacjà
polskiej gospodarki.
Andrzej wiedzia∏, ˝e materia∏y do tej ksià˝ki gromadzi∏em od blisko trzydziestu lat. Nie
mog∏em tylko zasiàÊç do niej, odrywany tematami równie, albo i bardziej mnie frapujàcymi.
Gdybym nie przyjà∏ tego zobowiàzania, sterty materia∏u czeka∏yby mo˝e a˝ do koƒca
mojego ˝ycia i nigdy-bym do nich nie zasiad∏.
Tak czy inaczej, zadanie okaza∏o si´ pasjonujàce – i pasjonowa∏o mnie przez lat z górà
szeÊç. Nie szcz´dzi∏em ni czasu, ni wysi∏ku; ka˝dy odcinek, choç prawie ca∏y zbierany
latami, êród∏owy materia∏ mia∏em w domu, kosztowa∏ mnie ko∏o dwóch tygodni pracy.
Redakcji oddawa∏em wersje skrócone, mieszczàce si´ w formule pisma; wersje oryginalne
by∏y o po∏ow´ d∏u˝sze, zaÊ od czasu publikacji ka˝dy z tekstów rozrasta∏ si´ dalej.
Przerwa∏em wspó∏prac´ z „Wiedzà i ˚yciem”, dotar∏szy w pisaniu tej historii do pewnego
decydujàcego jej zakr´tu – do koƒca epoki „twardego” pieniàdza z wybuchem
pierwszej wojny Êwiatowej; epoka póêniejsza nie by∏a ju˝ epokà banków i bankierów, by-
∏a epokà systemów pieni´˝nych, w których punkt ci´˝koÊci przesunà∏ si´ do kr´gu decyzji
o polityce pieni´˝nej. Nim przyszed∏ 1 sierpnia 1914 r. ludzkoÊç przez te par´ tysi´cy
lat zdà˝y∏a poczyniç wszelkie, u˝ytkowane po dziÊ dzieƒ wynalazki w sferze obrotu pieni´˝nego.
W epoce pieniàdza papierowego i elektronicznego nie wymyÊlono ju˝ niczego
nowego. Obrót zdominowa∏y derywaty pieniàdza, nie majàce nic wspólnego z jakimikolwiek
realnymi wartoÊciami, a co najistotniejsze, sam pieniàdz przesta∏ byç si∏à twórczà cywilizacji
i nie jest jasne, czy to, co pieniàdzem nazywamy, umowne jednostki elektroniczne,
odzwierciedlane w handlu detalicznym kawa∏kami papieru o wodnych znakach, jest
w ogóle pieniàdzem; mo˝na straciç dziesiàtki miliardów dolarów zainwestowanych z pozoru
w kraj ∏udzàcy swoim rozwojem – bez ˝adnych powa˝niejszych konsekwencji dla
równowagi finansowej Êwiata. ˚e niczego nowego nie wymyÊlono, Êwiadczà „rynki finansowe”
z pieniàdzem, bujajàcym po Êwiecie w poszukiwaniu korzystniejszych lokat – funkcjonowa∏y
przed stu laty pod nazwà „kapita∏u w´drownego”, równie zresztà groênego dla
równowagi gospodarczej krajów mniej o nià dba∏ych. Nie jest to wi´c opowieÊç niedokoƒczona.
OD AUTORA 7
Czym b´dziemy si´ w tej ksià˝ce zajmowali?
Szekspirowski lichwiarz Shylock gotów by∏ wyciàç kawa∏ cia∏a swemu niewyp∏acalnemu
d∏u˝nikowi. Balzakowski lichwiarz Gobseck doznawa∏ wr´cz fizycznej rozkoszy dotykajàc
swych monet, grzebiàc w nich, przesypujàc je mi´dzy palcami, uk∏adajàc i liczàc
w nieskoƒczonoÊç. Ale Szekspir i Balzak jedynie karykaturowali powszechnà ludzkà ˝àdz´
bogactwa; niedarmo William Randolph Hearst, pierwszy król prasy brukowej, wydawanej
tylko po to, by przynosi∏a zyski, zaleca∏ swoim dziennikarzom pieniàdz jako
najatrakcyjniejszy dla czytelnika temat – obok seksu i zbrodni...
Podejmiemy tu jednak temat pieniàdza nie pod wp∏ywem preferencji Hearsta. I nie ograniczymy
si´ do wzbogacania naszej wiedzy frapujàcymi ciekawostkami. Zajmiemy si´ przygodami,
w tym równie˝ tymi intelektualnymi, jakich dozna∏a cywilizacja ludzka w kontakcie
z pieniàdzem. I ró˝nymi wynalazkami robionymi w sferze obrotu pieni´˝nego; b´dziemy
na stronach tej ksià˝ki odkrywali handel, pieniàdz i bankowoÊç tak, jak ludzkoÊç odkrywa∏a
je w swojej praktyce ˝ycia i rozwoju cywilizacji.
To nie abstrakcja; ani przygód, ani poczynionych przez ludzkoÊç wynalazków, do dziÊ
w wi´kszoÊci na postkomunistycznym wschodzie Europy nie znamy i nie u˝ytkujemy,
a cz´sto – nie rozumiemy. Wróciwszy po latach przerwy do normalnej gospodarki pieni´˝nej,
potrzebujemy wiedzy u˝ytecznej w codziennym ˝yciu z pieniàdzem. Z pieniàdzem,
który nie jest wcale wrogiem s∏abych i biednych, z pieniàdzem, który potrafi s∏u˝yç skutecznie
tak˝e tym, którzy go majà najmniej – pod warunkiem, ˝e umiejà wykorzystaç wynalazki,
o których tu b´dzie mowa. Mam nadziej´, ˝e Czytelnik, jeÊli t´ ksià˝k´ weêmie do
r´ki, nie od∏o˝y jej z rozczarowaniem.
Przyjacio∏om historykom winien jestem wyt∏umaczenie, dlaczego nie podaj´ przypisów.
Jak si´ ∏atwo zorientowaç, musia∏yby one zajàç obj´toÊç prawie takà, jak sama ksià˝ka
– nie przesadzi∏em z liczbà êróde∏ do ka˝dego niemal zdania; podaj´ wi´c w tekÊcie
podstawowe êród∏a, z których bez trudu mo˝na dojÊç do rozmaitych prac szczegó∏owych
(same kilkunastotomowe Sismondiego dzieje republik miast w∏oskich zawierajà odnoÊniki
do dziesiàtków drukowanych êróde∏ Êredniowiecznych, na które od jego czasów ma∏o
kto powo∏uje, a ju˝ najmniej XX-wieczni w∏oscy pogromcy dawnej Italii). Co wi´cej, niemal
ka˝dy prezentowany w tej ksià˝ce temat wymaga dalszych studiów, moja ksià˝ka jest
swoistym przewodnikiem po tematach koniecznych badaƒ. Mam tylko nadziej´, ˝e owe
dalsze badania nie zmienià gruntownie obrazu, który przedstawia niniejsza ksià˝ka. Stara∏em
si´ byç rzetelny w ka˝dym szczególe; b´d´ wdzi´czny za ewentualne poprawki.
Broni∏ b´d´ jedynie swojego sposobu podejÊcia – licz´, ˝e wyjdzie on równie˝ ca∏o
w konfrontacji z wynikami oczekiwanych przeze mnie badaƒ.
Stefan Bratkowski
Warszawa, grudzieƒ 2002
8 NIECO INNA HISTORIA CYWILIZACJI
CO ZAWDZI¢CZAMY – BOGINI MATCE 9
CO ZAWDZI¢CZAMY – BOGINI MATCE
Histori´ myÊli europejskiej zaczynamy
z regu∏y od Êwiata antyku; filozofowie staro-
˝ytnoÊci, powiada si´ po cichu, wymyÊlili ju˝
wszystko, a my tylko prze˝uwamy ich idee.
Jedynie, o paradoksie!, dzieje myÊli ekonomicznej
nasza epoka dziwnie kurtyzuje do
nowo˝ytnoÊci; co najwy˝ej z ∏aski si´ga czasem
do XVII-wiecznego merkantylizmu. Nawet
Êredniowiecze zostawiamy wy∏àcznie historykom
przemian politycznych i kulturalnych,
no bo có˝, wiadomo, trudno szukaç
w nim czegoÊ dla nas aktualnego; nie zastanawiano
si´ wtedy nad mechanizmami rzàdzàcymi
gospodarkà, zaÊ filozofowie KoÊcio-
∏a co najwy˝ej t∏umaczyli wol´ Boga i wedle
niej starali si´ regulowaç zasady ludzkiego
wspó∏˝ycia; poza mediewistami nikogo Êredniowiecze,
jak si´ wydaje, nie mo˝e obchodziç.
Có˝ dopiero mówiç o wszystkim, co
zdarzy∏o si´ wczeÊniej...
N
ie zawsze tak by∏o. Historia myÊli ekonomicznej,
jak wszelkie dziedziny my-
Êli, podlega modom. Jeszcze z koƒcem wieku
XIX pisano i szeroko omawiano uczone rozprawy
o poglàdach zarówno staro˝ytnych,
jak Êredniowiecznych filozofów gospodarki.
To wiek XX ich wszystkich w swoim rosnàcym
zadufaniu coraz bardziej lekcewa˝y∏
i wykpiwa∏, kwalifikujàc ich koncepty i do-
Êwiadczenia jako przestarza∏e i nieu˝yteczne.
Sam ju˝ ich nie czyta∏, a˝ w koƒcu zwàtpi∏
wr´cz o inteligencji w∏asnych przodków. Dzisiejszy
pieniàdz – papierowy, cyfrowy, potem
elektroniczny – zdawa∏ si´ w niczym nie potrzebowaç
starego pieniàdza.
Stary pieniàdz broni∏ si´ jednak. Broni∏
si´ kapitalnymi pracami Êwietnych znawców
i badaczy dawnego pieniàdza, staro˝ytnego,
Êredniowiecznego, a u nas – polskiego. Wynika
z nich coÊ wi´cej ni˝ to, ˝e przodkowie
naszej cywilizacji potrafili myÊleç; porali si´
z problemami znacznie trudniejszymi ni˝ nasze
– w czasach, które nie mog∏y im udzieliç
obfitej na dowolny temat literatury.
Tak, by∏o im trudniej ni˝ nam – wbrew sugestiom
Johna Kennetha Galbraitha, autora
Êwietnej, popularnej ksià˝ki „Pieniàdz”. John
Kenneth Galbraith by∏ z pewnoÊcià wÊród
wielkich ekonomistów wspó∏czesnych pisarzem
najlepszym. I w∏aÊnie o swej w∏asnej
ksià˝ce napisa∏ dla oÊmielenia czytelników,
˝e nie zawiera ona „niczego, czego by nie
mog∏a zrozumieç osoba o przeci´tnej dozie
zainteresowania, pilnoÊci i inteligencji”
(t∏um. Stanis∏aw Ràczkowski). Podczas gdy
w moim odczuciu pieniàdz pozostaje nadal
swoistym wyzwaniem intelektualnym. I ten
dawny, i ten dzisiejszy.
P
odstawowe pytania w kwestii pieniàdza,
pytania, skàd wzià∏ si´ pieniàdz i co stanowi
o jego wartoÊci, postawi∏a ju˝ staro˝ytnoÊç,
i to w wersji tak dojrza∏ej, ˝e dopiero
nasza epoka zdo∏a∏a tym pytaniom sprostaç.
A to przecie najwa˝niejsze kwestie gospodarki;
histori´ ekonomii zaczynaç wypada, moim
zdaniem, od pieniàdza w∏aÊnie. Nie ma
bez niego ekonomii; od problemu pieniàdza
ludzie jà zaczynali. Kiedy przecina∏em jako
pierwszy w naszej Bibliotece Narodowej
stronice dwutomowej francuskiej ksi´gi
z 1840 r., „Économie politique des Romains”,
„Ekonomia polityczna Rzymian”, znalaz∏em
w niej wy∏àcznie dane o pieniàdzu i warto-
Êciach dajàcych si´ w pieniàdzu wyraziç, od
zbo˝a po grunty i niewolników. Autor, Alfons
z pierwszego imienia, ale Juliusz Cezar August
z nast´pnych, Dureau de la Malle, który
swemu dzie∏u poÊwi´ci∏ 20 lat pracy, nawet